top of page

Po pięciu tygodniach gry w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie mistrzostwa świata dobiegły końca. W finale na stadionie MetLife w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. Jedyną bramkę w 106. minucie zdobył Ferran Torres. To drugi tytuł mistrzowski w historii hiszpańskiej reprezentacji, po triumfie z 2010 roku i wydarzenie bez precedensu: Hiszpania jako pierwszy kraj w historii jest jednocześnie mistrzem świata, Europy i Olimpijskim.


System, który wygrywał od lat


Sukces Hiszpanów nie wziął się znikąd. Od reprezentacji U-15 po pierwszy zespół, wszystkie roczniki grają tym samym stylem, oparte na tych samych zasadach i tym samym rozumieniu gry z piłką. To nie przypadek, że selekcjoner Luis de la Fuente prowadził wielu z tegorocznych finalistów jeszcze jako nastolatków w kadrach U-19 i U-21 na długo zanim założyli koszulkę pierwszej reprezentacji. Hiszpania rozwija konkretny rocznik przez lata, prowadzi go przez turnieje młodzieżowe i igrzyska olimpijskie, a potem w komplecie promuje do seniorskiej kadry. W finałowym składzie znalazło się dziewięciu wychowanków akademii FC Barcelony, a najlepszym młodym zawodnikiem turnieju został Pau Cubarsí. To efekt konsekwentnej, wieloletniej pracy szkoleniowej, a nie jednorazowego szczęścia jednego pokolenia.


Bohaterowie, których nikt się nie spodziewał


Największe emocje tego turnieju nie należały jednak wyłącznie do faworytów. Republika Zielonego Przylądka, archipelag u zachodnich wybrzeży Afryki liczący około pół miliona mieszkańców, została jednym z ulubieńców kibiców na całym świecie. Reprezentacja przeszła fazę grupową z Hiszpanią, Urugwajem i Arabią Saudyjską bez porażki, a w 1/16 finału postawiła się broniącej tytułu Argentynie, ograniczając Lionela Messiego do jednej bramki z dziewięciu prób. Bohaterem tamtego meczu był 40-letni bramkarz Vozinha, autor siedmiu kluczowych interwencji. Warto też zapamiętać nazwisko Johana Manzambiego ze Szwajcarii, jednego z przełomowych młodych talentów tegorocznych mistrzostw, oraz reprezentację Japonii, która swoją dojrzałością taktyczną i pressingiem udowodniła, że dobra organizacja gry potrafi zniwelować przepaść klasową.


Osobny rozdział tego mundialu napisała Norwegia, która wróciła na mistrzostwa świata po 28 latach nieobecności. Poprowadzona przez Erlinga Haalanda, autora siedmiu bramek, reprezentacja najpierw wyszła z grupy, a potem sensacyjnie wyeliminowała w fazie pucharowej pięciokrotnych mistrzów świata, Brazylię dzięki dubletowi swojego kapitana. Norwegowie dotarli aż do ćwierćfinału, gdzie po dogrywce ulegli Anglii 1:2, kończąc najlepszy występ w historii swojej reprezentacji. Mimo odpadnięcia na ulice Oslo wyszło ponad sto tysięcy kibiców, by powitać drużynę jak bohaterów.


Cień polityki i pieniędzy


Obok czysto sportowych historii ten mundial zapamiętamy również z powodów, które z boiskiem nie mają nic wspólnego. Na trybunach i wokół stadionów widoczna była obecność funkcjonariuszy ICE, amerykańskiej służby imigracyjnej co wywołało sprzeciw ponad 120 organizacji broniących praw człowieka, ostrzegających kibiców, dziennikarzy i zawodników przed ryzykiem naruszeń podczas podróży do USA. Głośnym echem odbiła się też sprawa somalijskiego sędziego, któremu odmówiono wjazdu do kraju, oraz groźba strajku pracowników jednego ze stadionów w obawie przed działaniami służb imigracyjnych.


Kontrowersje nie ominęły też samej FIFA. Rozszerzenie turnieju do 48 drużyn i 104 meczów, choć oficjalnie miało otworzyć mundial na więcej krajów przez krytyków nazywane było przede wszystkim operacją finansową mającą przynieść federacji blisko 8,9 miliarda dolarów przychodu. Dynamiczne ceny biletów wprowadzone po raz pierwszy w historii imprezy doprowadziły do sytuacji, w której wejściówki na finał na rynku wtórnym osiągały wartość liczoną w milionach dolarów co wywołało śledztwo jednego z amerykańskich stanów. Były szef organu nadzorczego FIFA otwarcie oskarżył federację o przedkładanie zysków nad dobro kibiców.


Najwięcej pytań wzbudziła jednak bliskość prezesa FIFA Gianniego Infantino z prezydentem Donaldem Trumpem. Przyznanie amerykańskiemu prezydentowi pierwszej w historii "Nagrody Pokoju FIFA" podczas losowania grup, a później telefoniczna interwencja Trumpa w sprawie cofnięcia czerwonej kartki dla Florina Baloguna, doprowadziły do formalnych skarg na naruszenie politycznej neutralności FIFA, złożonych między innymi do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz do zapowiedzi dochodzenia ze strony europejskich parlamentarzystów.


Kto tak naprawdę wygrał ten mundial?


Obrazy, które zostaną z tego turnieju najdłużej są ze sobą sprzeczne. Z jednej strony, systemowa, wieloletnia praca Hiszpanii i bajkowa historia niewielkiej Republiki Zielonego Przylądka pokazują, że w piłce nożnej wciąż liczy się przede wszystkim to co dzieje się na boisku, a ciężka praca i dobra organizacja potrafią pokonać nawet największe pieniądze. Z drugiej strony, obecność służb imigracyjnych na trybunach, ceny biletów oderwane od realiów przeciętnego kibica oraz polityczne naciski sięgające samego szczytu FIFA pokazały, że mundial coraz trudniej oddzielić od interesów finansowych i politycznych tych, którzy dziś decydują o kształcie światowego futbolu. To pytanie zostaje otwarte, a odpowiedź każdy kibic musi znaleźć sam.










 
 
 



28 czerwca 2026 roku na boiskach przy ul. Bukowej w Rumi odbyła się trzecia edycja Turnieju MY dla Sportu. Było rekordowo. Było wzruszająco. I po raz kolejny udowodniliśmy, że sport potrafi być czymś więcej niż tylko rywalizacją.

 

Nowe miejsce, nowa energia


Tegoroczna edycja była wyjątkowa z wielu powodów. Po raz pierwszy Turniej MY dla Sportu odbył się w nowej lokalizacji. Boiska przy ul. Bukowej w Rumi przyjęły nas z otwartymi ramionami i od pierwszych minut dały się poznać jako doskonałe miejsce dla tego rodzaju wydarzeń. Przestrzeń, klimat i możliwości organizacyjne sprawiły, że nowa lokalizacja weszła do historii naszego turnieju z najwyższymi ocenami.

Zmianie miejsca towarzyszyła nowa energia i niesamowite zaangażowanie wszystkich uczestników. Już od godziny 10:00, gdy startowała rejestracja i rozgrzewka, było czuć, że ten dzień będzie inny niż poprzednie. Nie pomyliliśmy się.


drużyna zwycięska
drużyna zwycięska swiętująca wgraną w turnieju.

Rekordowa frekwencja i piłkarskie święto


W turnieju wzięło udział 10 drużyn amatorskich z regionu, co przełożyło się na 110 zawodników rywalizujących na dwu boiskach równocześnie. To największa frekwencja w trzyletniej historii naszego wydarzenia. Każda z drużyn zagrała minimum cztery mecze w fazie grupowej, a dwie najlepsze z każdej grupy awansowały do fazy pucharowej. Emocji nie brakowało od pierwszego gwizdka aż do ostatniej minuty finału.

Format rozgrywek sprawdził się znakomicie. Mecze trwały dwa razy po siedem minut i zapewniały błyskawiczne tempo oraz nieustanne emocje. Kibice zgromadzeni wokół boisk nie mieli chwili na oddechu, a finał, który zakończył się serią rzutów karnych dostarczył niezapomnianych wrażeń.

Dodać należy, że tegoroczna edycja odbyła się pod patronatem Miasta Rumia, co jest wyrazem docenienia inicjatywy przez lokalne władze i potwierdzeniem, że Turniej MY dla Sportu stał się ważnym punktem na mapie wydarzeń społecznych naszego regionu.


zdjęcie z finału turnieju.
zdjęcie z finału turnieju.

Mimo upału daliśmy radę


28 czerwca 2026 roku słońce nie miało litości. Temperatura osiągała wartości, które skutecznie odstraszyłyby niejednego. Jednak zawodnicy, kibice i organizatorzy udowodnili, że prawdziwej społeczności żaden upal nie jest w stanie odebrać entuzjazmu. Na boisku płonął prawdziwy ogień. Organizatorzy zadbali o namiot zapewniający cień, a dostęp do wody i możliwość skorzystania z szatni sprawiły, że wszyscy mogli skupić się na tym, co najważniejsze.


Cel, który nadaje sens wszystkiemu


Turniej MY dla Sportu nie jest zwykłym turniejem piłkarskim. Od pierwszej edycji jego głównym celem jest zebranie środków na wsparcie dzieci z Domu Dziecka „Pod Lawendami” w Rumi. W tym roku serce akcji biło wyjątkowo mocno.

W trakcie wydarzenia, dzięki loterii charytatywnej, zaangażowaniu uczestników, kibiców i partnerów, udało się zebrać 4 342 złotych. To ponad dwa razy więcej niż w roku ubiegłym i absolutny rekord w historii naszej inicjatywy. Każda złotówka została przeznaczona na zakup sprzętu sportowego oraz dofinansowanie udziału dzieci i młodzieży w obozach sportowych, które dają im szansę na rozwój pasji i aktywne spędzanie czasu.

Zebrane środki zostały przelane na konto wskazane przez Dom Dziecka „Pod Lawendami” w dniu 21 lipca 2026 r. Pieniądze są już tam, gdzie powinny być.


Dekoracja.
Dekoracja.

Dziękujemy


To, co wydarzyło się 28 czerwca w Rumi, nie byłoby możliwe bez ludzi. Dziękujemy zawodnikom za sportową postawę i zaangażowanie. Dziękujemy kibicom za doping i obecność. Dziękujemy wolontariuszom za niezliczone godziny pracy przed i w trakcie wydarzenia. Dziękujemy partnerom i sponsorom za zaufanie i wsparcie, bez którego organizacja na taką skalę byłaby niemożliwa. Dziękujemy Miastu Rumia za objęcie patronatu nad naszą inicjatywą.

Dziękujemy przede wszystkim każdej osobie, która kupiła los w loterii, przyszła na boisko lub po prostu słowem wsparła to, co robimy. To Wy jesteście sercem Turnieju MY dla Sportu.


To dopiero początek


Trzy edycje. Trzy lata budowania czegoś, co zaczynało się od małego pomysłu i odrobiny wiary, że sport może być narzędziem do pomagania. Dziś już wiemy, że może i że ta wiara była słuszna.

Fundacja WspieraMY Polski Sport już pracuje nad czwartą edycją. Będzie większa, będzie głośniejsza i będzie pomagać jeszcze skuteczniej. Do zobaczenia za rok.

 
 
 

Od kilku tygodni cała Polska żyje aferą związaną z Zondacrypto, ale jakie konsekwencje miała ona dla polskich sportowców? Od innowacyjnych tokenów dla olimpijczyków, przez kontrowersyjną zmianę nazwy Centrum Olimpijskiego im. Jana Pawła II, aż po poważne problemy finansowe i śledztwo prokuratury – współpraca Polski Komitet Olimpijski z Zondacrypto przerodziła się w jedną z największych afer w polskim sporcie. W centrum wydarzeń znalazł się prezes Radosław Piesiewicz, a konsekwencje tej historii odczuli przede wszystkim sami sportowcy.

Afera PKOl i Zondacrypto – od obietnic dla

olimpijczyków po kryzys zaufania

Współpraca Polski Komitet Olimpijski z Zondacrypto od początku budziła duże emocje, ale jednocześnie w błyskawicznym tempie zdobywała popularność. To, co miało być symbolem nowoczesności i dodatkowego wsparcia dla sportowców, bardzo szybko przerodziło się w ogólnopolską aferę i jeden z największych kryzysów wizerunkowych w polskim sporcie ostatnich lat. Giełda niemal natychmiast zaczęła zaznaczać swoją obecność szeroko w sporcie, angażując się nie tylko w projekty olimpijskie, ale także we współpracę z klubami piłkarskimi w Polsce oraz drużynami występującymi w Serie A. Skala tej ekspansji budziła zainteresowanie, ale też rosnące obawy.


Obietnice: tokeny dla olimpijczyków

Jednym z kluczowych elementów współpracy było wprowadzenie nagród dla sportowców w formie tokenów kryptowalutowych. PKOl zapewniał, że świadczenia są realizowane, a zawodnicy otrzymują zarówno nagrody rzeczowe, jak i cyfrowe aktywa przypisane do ich kont.

Problem polegał jednak na tym, że część sportowców nie była w stanie spieniężyć otrzymanych tokenów. W praktyce oznaczało to, że nagrody istniały jedynie „na papierze”. Brak możliwości ich wypłaty sprawił, że cyfrowe wsparcie stało się symbolem zawiedzionych obietnic, a dla wielu zawodników realną stratą finansową.


Kontrowersyjna współpraca i decyzje wewnątrz PKOl

Umowa z Zondacrypto od początku była owiana tajemnicą. Jak przyznawali członkowie zarządu, m.in. Tomasz Chamera czy Otylia Jędrzejczak, część kierownictwa dowiedziała się o niej dopiero z mediów.

Jednym z najbardziej symbolicznych momentów tej współpracy była decyzja o powiązaniu siedziby PKOl, noszącej imię Jana Pawła II, z marką Zondacrypto. Ruch ten wywołał falę oburzenia i dla wielu stał się przykładem przekroczenia granicy między sportową tradycją a komercją. W oczach opinii publicznej symbol olimpizmu został zestawiony z prywatnym sponsorem w sposób trudny do zaakceptowania.

Robert Korzeniowski otwarcie krytykował tę decyzję, wskazując, że sponsor „zawłaszczył przekaz olimpijski”.


Narastające problemy i wybuch afery

Z czasem pojawiły się poważne problemy z funkcjonowaniem giełdy. Doniesienia o trudnościach z wypłatą środków zaczęły się mnożyć, a w kwietniu 2026 roku prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie możliwego wprowadzenia klientów w błąd.

Afera uderzyła bezpośrednio w sportowców. Część z nich nie otrzymała ani pieniędzy, ani tokenów, inni posiadali środki, których nie mogli wypłacić. Coraz częściej pojawiały się głosy, że olimpijczycy zostali wykorzystani w ryzykownym projekcie finansowym.


Rola prezesa PKOl

Centralną postacią całej sprawy jest Radosław Piesiewicz. To za jego kadencji podpisano umowę z Zondacrypto, a sposób jej zawarcia i realizacji budzi poważne zastrzeżenia. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy był głównym architektem tych decyzji, czy jedynie twarzą projektu, który wymknął się spod kontroli.

Sprawę dodatkowo zaostrza fakt, że wobec prezesa pojawiły się wątki prokuratorskie dotyczące nieprawidłowości finansowych. Sam Piesiewicz przyznał również, że stracił znaczną sumę pieniędzy na platformie i zapowiedział działania mające na celu odzyskanie środków dla poszkodowanych.


Reakcje polityczne i środowiskowe

Afera szybko nabrała wymiaru politycznego. Jakub Rutnicki ostro skrytykował działania władz PKOl, wskazując na brak transparentności i powagę sytuacji.

Pojawiły się wezwania do powołania komisji śledczej oraz dymisji kierownictwa Komitetu. Presja społeczna i polityczna pokazała, jak duży ciężar ma ta sprawa i jak bardzo podważyła zaufanie do instytucji sportowych.


Szerszy kontekst: śledztwa i zarzuty

Afera Zondacrypto zbiegła się w czasie z innymi problemami wokół prezesa PKOl. Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące potencjalnych nieprawidłowości finansowych związanych z jego działalnością gospodarczą, obejmujących milionowe kwoty.

Działania służb, w tym przeszukania prowadzone przez odpowiednie instytucje, dodatkowo podsyciły atmosferę kryzysu i wzmocniły przekonanie, że sprawa ma znacznie szerszy wymiar.


Kryzys zaufania do instytucji sportowych

Afera Zondacrypto to nie tylko problem finansowy, ale przede wszystkim wizerunkowy. Dotknęła fundamentów zaufania do instytucji, które powinny stać na straży wartości sportu.

Od obietnic nowoczesnych rozwiązań i wsparcia dla olimpijczyków, przez kontrowersyjne decyzje organizacyjne, aż po problemy finansowe i śledztwa – historia ta pokazuje, jak szybko ambitny projekt może przerodzić się w poważny kryzys.


Co dalej?

Dziś, gdy emocje powoli opadają, pojawia się pytanie o przyszłość i odpowiedzialność. Po raz kolejny wszyscy budzą się dopiero wtedy, gdy jest już za późno, a skutki wcześniejszych decyzji stają się nieuniknione. W cieniu politycznych sporów i medialnego zamieszania najbardziej cierpią ci, którzy mieli być największymi beneficjentami całego projektu – sportowcy związani z Polski Komitet Olimpijski. To oni zostali z realnym problemem, który wykracza daleko poza wizerunek i dotyka ich bezpośrednio finansowo.

 
 
 
bottom of page