System, sensacja i cień polityki: bilans mistrzostw świata 2026
- Wiktor Trylski
- Jul 23
- 3 min read

Po pięciu tygodniach gry w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie mistrzostwa świata dobiegły końca. W finale na stadionie MetLife w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. Jedyną bramkę w 106. minucie zdobył Ferran Torres. To drugi tytuł mistrzowski w historii hiszpańskiej reprezentacji, po triumfie z 2010 roku i wydarzenie bez precedensu: Hiszpania jako pierwszy kraj w historii jest jednocześnie mistrzem świata, Europy i Olimpijskim.
System, który wygrywał od lat
Sukces Hiszpanów nie wziął się znikąd. Od reprezentacji U-15 po pierwszy zespół, wszystkie roczniki grają tym samym stylem, oparte na tych samych zasadach i tym samym rozumieniu gry z piłką. To nie przypadek, że selekcjoner Luis de la Fuente prowadził wielu z tegorocznych finalistów jeszcze jako nastolatków w kadrach U-19 i U-21 na długo zanim założyli koszulkę pierwszej reprezentacji. Hiszpania rozwija konkretny rocznik przez lata, prowadzi go przez turnieje młodzieżowe i igrzyska olimpijskie, a potem w komplecie promuje do seniorskiej kadry. W finałowym składzie znalazło się dziewięciu wychowanków akademii FC Barcelony, a najlepszym młodym zawodnikiem turnieju został Pau Cubarsí. To efekt konsekwentnej, wieloletniej pracy szkoleniowej, a nie jednorazowego szczęścia jednego pokolenia.
Bohaterowie, których nikt się nie spodziewał
Największe emocje tego turnieju nie należały jednak wyłącznie do faworytów. Republika Zielonego Przylądka, archipelag u zachodnich wybrzeży Afryki liczący około pół miliona mieszkańców, została jednym z ulubieńców kibiców na całym świecie. Reprezentacja przeszła fazę grupową z Hiszpanią, Urugwajem i Arabią Saudyjską bez porażki, a w 1/16 finału postawiła się broniącej tytułu Argentynie, ograniczając Lionela Messiego do jednej bramki z dziewięciu prób. Bohaterem tamtego meczu był 40-letni bramkarz Vozinha, autor siedmiu kluczowych interwencji. Warto też zapamiętać nazwisko Johana Manzambiego ze Szwajcarii, jednego z przełomowych młodych talentów tegorocznych mistrzostw, oraz reprezentację Japonii, która swoją dojrzałością taktyczną i pressingiem udowodniła, że dobra organizacja gry potrafi zniwelować przepaść klasową.
Osobny rozdział tego mundialu napisała Norwegia, która wróciła na mistrzostwa świata po 28 latach nieobecności. Poprowadzona przez Erlinga Haalanda, autora siedmiu bramek, reprezentacja najpierw wyszła z grupy, a potem sensacyjnie wyeliminowała w fazie pucharowej pięciokrotnych mistrzów świata, Brazylię dzięki dubletowi swojego kapitana. Norwegowie dotarli aż do ćwierćfinału, gdzie po dogrywce ulegli Anglii 1:2, kończąc najlepszy występ w historii swojej reprezentacji. Mimo odpadnięcia na ulice Oslo wyszło ponad sto tysięcy kibiców, by powitać drużynę jak bohaterów.
Cień polityki i pieniędzy
Obok czysto sportowych historii ten mundial zapamiętamy również z powodów, które z boiskiem nie mają nic wspólnego. Na trybunach i wokół stadionów widoczna była obecność funkcjonariuszy ICE, amerykańskiej służby imigracyjnej co wywołało sprzeciw ponad 120 organizacji broniących praw człowieka, ostrzegających kibiców, dziennikarzy i zawodników przed ryzykiem naruszeń podczas podróży do USA. Głośnym echem odbiła się też sprawa somalijskiego sędziego, któremu odmówiono wjazdu do kraju, oraz groźba strajku pracowników jednego ze stadionów w obawie przed działaniami służb imigracyjnych.
Kontrowersje nie ominęły też samej FIFA. Rozszerzenie turnieju do 48 drużyn i 104 meczów, choć oficjalnie miało otworzyć mundial na więcej krajów przez krytyków nazywane było przede wszystkim operacją finansową mającą przynieść federacji blisko 8,9 miliarda dolarów przychodu. Dynamiczne ceny biletów wprowadzone po raz pierwszy w historii imprezy doprowadziły do sytuacji, w której wejściówki na finał na rynku wtórnym osiągały wartość liczoną w milionach dolarów co wywołało śledztwo jednego z amerykańskich stanów. Były szef organu nadzorczego FIFA otwarcie oskarżył federację o przedkładanie zysków nad dobro kibiców.
Najwięcej pytań wzbudziła jednak bliskość prezesa FIFA Gianniego Infantino z prezydentem Donaldem Trumpem. Przyznanie amerykańskiemu prezydentowi pierwszej w historii "Nagrody Pokoju FIFA" podczas losowania grup, a później telefoniczna interwencja Trumpa w sprawie cofnięcia czerwonej kartki dla Florina Baloguna, doprowadziły do formalnych skarg na naruszenie politycznej neutralności FIFA, złożonych między innymi do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz do zapowiedzi dochodzenia ze strony europejskich parlamentarzystów.
Kto tak naprawdę wygrał ten mundial?
Obrazy, które zostaną z tego turnieju najdłużej są ze sobą sprzeczne. Z jednej strony, systemowa, wieloletnia praca Hiszpanii i bajkowa historia niewielkiej Republiki Zielonego Przylądka pokazują, że w piłce nożnej wciąż liczy się przede wszystkim to co dzieje się na boisku, a ciężka praca i dobra organizacja potrafią pokonać nawet największe pieniądze. Z drugiej strony, obecność służb imigracyjnych na trybunach, ceny biletów oderwane od realiów przeciętnego kibica oraz polityczne naciski sięgające samego szczytu FIFA pokazały, że mundial coraz trudniej oddzielić od interesów finansowych i politycznych tych, którzy dziś decydują o kształcie światowego futbolu. To pytanie zostaje otwarte, a odpowiedź każdy kibic musi znaleźć sam.



Comments